Rowerki biegowe ułatwiają życie
rowerek dla dzieci

Powiada się, że każdy szanujący się mężczyzna powinien zadbać o trzy rzeczy - zbudować dom, posadzić drzewo oraz spłodzić syna. Wszystko w porządku, chociaż osobiście zamieniłbym na tej liście słowo "syn" na "dziecko dowolnej płci" - bo niby w czym chłopcy są lepsi od dziewczynek? Chyba tylko w siusianiu na stojąco. Dodałbym też zupełnie nowy punkt, w którym byłoby napisane, że wspomniany mężczyzna musi jeszcze kupić rowerek biegowy. Mówię całkiem poważnie, bo obok koła oraz penicyliny, jednoślady tego typu są najlepszym wynalazkiem ludzkości. Wiem to zresztą z najlepszego możliwego źródła - z autopsji. Kiedy wiele lat temu uczyłem się jeździć na rowerze, rowerków biegowych po prostu nie było. Może ktoś, gdzieś miał bicykl, który przypominał podobny pojazd, ale to pewnie tylko dlatego, że nie uważał i ktoś mu buchnął łożysko razem z łańcuchem i pedałami. Szczytem techniki nauczania dziecka, jak się jeździ na rowerze, było wetknięcie weń kija (oczywiście chodzi o rower, a nie o dziecko...) i prowadzenie przed sobą malucha na takim drewnianym postronku. Rowerki biegowe są o niebo lepszym rozwiązaniem, z bardzo wielu powodów. Prowadzone na kiju dziecko nie może nauczyć się zachowywania odpowiedniego rytmu jazdy, bowiem musi się dostosować do szybkości kroku rodzica. Równie utrudnione ma zadanie, jeżeli chodzi o naukę utrzymywania równowagi na jednośladzie - delikatny balans jest bowiem skutecznie zaburzany przez ojca lub mamę, którzy asekurują jazdę. Nie można zapomnieć również o samych pedałach - w początkowych fazach nauki jazdy są one zupełnie zbyteczne i przeszkadzają dziecku w dwójnasób: po pierwsze, mały rowerzysta zawadza o nie nóżkami, kiedy odpycha się od podłoża. Po drugie - niepotrzebnie komplikują cały proces, ponieważ z reguły dziecko próbuje ogarnąć temat pedałowania zanim w ogóle nauczy się utrzymywać na rowerku równowagę. Rowerki biegowe są więc zbawieniem - nie tylko dla malucha, któremu o wiele łatwiej jest na nich nauczyć się porządnej jazdy, ale również dla rodziców, którzy nie muszą biegać za latoroślą, trzymać ten kij i frustrować się, że nikomu nic nie wychodzi.