3 powody dla których powinieneś wyruszyć rowerem w góry.

Wiatr we włosach, szum opon i strach w oczach przed kolejnym podjazdem... Niewiele osób rozumie szaleńców przemierzających góry na rowerach. Mimo to zapisy na 28. Uphill Race Śnieżka trwały 30 sekund, a Polskie góry są pełne kolarzy szosowych i górskich nie tylko podczas Tour de Pologne. Co ich ciągnie? Co powoduje, że są gotowi na poświecenia, aby podejmować nieustanną walkę o metry nad poziomem morza?

Widoki

W wypadku turystów pieszych jest to często główna motywacja, ale w wypadku kolarzy nie zawsze. Uwierzcie, że cyklista nie zawsze ma możliwość podziwiania widoków. W trakcie podjazdów walczy ze sobą, aby pokonywać w rozsądnym tempie kolejne metry, a podczas zjazdu stara się na miarę swoich możliwości kontrolować rower, mając świadomość ścieralności skóry na asfalcie. Aby lepiej sobie to wyobrazić warto obejrzeć etapy Tour de France odbywające się w malowniczych Alpach i efektowne zjazdy przy prędkościach dochodzących do 100 km/h. Inaczej sytuacja wygląda podczas turystyki rowerowej. Chociaż wiele sakwiarzy przemierza masę kilometrów, zawsze znajdą czas, aby zatrzymać się, podziwiać krajobrazy i uwiecznić je na zdjęciu. Jeśli zatem kochasz góry za widoki, wybierz się na rekreacyjną przejażdżkę z sakwami załadowanymi kocem i jedzeniem na piknik. W innym wypadku wiedz, ze góry to nie tylko piękno natury...

Adrenalina

To co pobudza wielu do zdobywania górskich rejonów na rowerze to niewątpliwie chęć poczucia adrenaliny. Chociaż kilometry podjazdów raczej są monotonne i ciężkie, a jeśli podnoszą ciśnienie to tylko na myśl, że najbliższy podjazd skończy się za godzinę, ale za to zjazdy... Tutaj, tak naprawdę możesz odetchnąć pełną piersią i rozwinąć skrzydła. Z dumą popatrzysz na szybko wzrastającą prędkość, a serce nieraz podejdzie do gardła, kiedy uświadomisz sobie, że twoje liche hamulce nie szybko pomogą ci się zatrzymać. Zjazdy w górach potrafią się ciągnąć kilometrami i szybko pomagają zapomnieć o trudzie, którego wymagało wdrapanie się na szczyt.

Za każdym podjazdem znajduje się zjazd

Ta myśl zawsze podtrzymuje na duchu. W górach jazda rowerem zawsze kryje w sobie głębszy sens. Zaspokaja twoje ego, pozwala wykorzystać pokłady mocy i niespożytą energię. Bo kto nie pragnie pochwalić się, że wjechał na wysokość 1500 n.p.m.? Albo zjechać 30-sto kilometrowym odcinkiem bez pedałowania, pędząc górskimi serpentynami? Zanim jednak tego dokonasz, musisz podjechać. I kiedy będzie ciężko "nie zachodź w głowę tylko pal podkowę" - pamiętaj, że każdy podjazd ma swój zjazd... Zjazd, który jest twoją nagrodą za trud, lepszą niż jakiekolwiek laury czy medale.